Wiosno! Gdzie jesteś?

Wiosno! Gdzie jesteś?

Jako że ostatnio zdobyłam się na sposób i dzieci uciszam jutjubem, czyli Didi D’Agostino, trochę przytyłam. Ale nie, że uciszam bo się boją, wręcz przeciwnie, bo nawet miłują, a ja mam czas na po cichutkie wyżeranie ciastek. Ojciec nawet zauważył znaczny spadek formy, szczególnie podczas sprzątania. Nic nie poradzę, zimą trzeba trzymać ciepło.

Więc czekam na wiosnę. Chyba jednak nie lubię zimy. Ale trzeba ją tolerować. To tak, jakby się chciało mocno wypić ciepłe kakałko, ale nie ma mleka. No i się pije w wodą. Takie lubię, bo muszę.

A tym lubieniem to też taka głupia sprawa wyszła, bo z jednym psem biegam po weterynarzach, tu kroplóweczka, tam insulinka, a bo trzustka coś nie działa, a to cukier z deczka ponad normę, że tak napiszę, weterynarz dziwił się jak badał, że jak to tak, to ona żyje? Z takim wyglądem? Z takimi wynikami? Wydaliśmy tyle forsy, wakacje by były albo i remont chałupy. A przydałoby się, bo coś się sypie tu i tam. No ale wracając, bo to nie tak do końca mój pies. Mamy. Ale że ja z pudełka wyciągnęłam to teraz masz i się wstydź za nią. No to chodzę. W środę jechałam uśpić, wczoraj chapała doktorka. Także tego. Wraca do nas.

Jak już wzięłam się za jednego psa to pomyślałam sobie, ej, przecież sama mam taką krowę w domu, rozwali się na wyrze tym swoim utytym cielskiem, nic tylko patrzy gdzie tam ciasteczko spadło, a może zapomniałam że kanapka na stole, ale z miski nie żre. Taka cwana, w sobotę dostała obiad, mniamsik, rarytasik taki, marcheweczka, mięsko, makaronik, taki psi, specjalny niby, za pińćset, no z ręką na sercu, sama bym jadła jakbym była psem! W niedzielę wieczorem wyrzuciłam. Nietknięte. Nawet nie wąchnięte. Se myślę, nie no, tak to nie będzie. Zagroziłam wszystkim, ojcu szczególnie. Mówię mu, że czekaj no, niech ja zobaczę że ciasteczko rzucasz. Że rzucasz i mówisz, no ale zobacz, ona tak ładnie łapie. Balony niech se łapie! Z żarciem i spaniem pod stołem KONIEC! Toż to pies a nie! No to kupiłam karmę za te pińćset, nasypałam tak ładnie, zachęcająco, wołam „masz masz”! Bo my jakoś tak na jedzenie, że masz to wołamy masz masz. No i wołam, proszę, błagam i co? NIE-TKNIĘ-TE. Ale jakbym Maca przyniosła czy innego śmiecia to by żarła, denko by wygryzła. Kurwa mać. Co ja źle zrobiłam? Gdzie popełniłam błąd? Że te ciastka? Jej od ciastków dupa urosła… Tak jak i mnie.

Jednak serio nie lubię zimy.

 

P.S. Ej serio? Moje dzieci słuchają tego, czego słuchają? Nie że „wesołe nutki”, to? Kolejny błąd wychowawczy?

P.P.S. Ja tam wcale na te ciastka swoje nie narzekam… Tylko pogoda jakaś taka… A mrozy idą…

Zostaw odpowiedź