Jak się człowiek spieszy to się diabeł cieszy.

Jak się człowiek spieszy to się diabeł cieszy.

Zasada jest jakby taka. Im bardziej się spieszysz, tym dziecko:

wolniej się ubiera;

bardziej się grzebie przy sikaniu;

szybciej traci moce;

ekstremalnie szybko więdnie (tzw. makaron)

bardziej, mocniej, teraz chce pić, jeść, siku, kupa, na ręce, TEGOAKURATKIJA, poskakać, stać. Kurwa mać, jak ja nie lubię jak się spieszę, drepczę w miejscu a dziecko moje stoi. Mama wróć po mnie, bo nie mam siły. Ty nie masz mała energio???? A Ja? Ja jestem już stara! Tak stara, że jak ktoś mi zabiera wózek to się czuję jak bez ręki, nie dlatego że dzidzia moja, nie dam, nie nie. Otóż moi drodzy, jak ktoś mi zabiera wózek to ja się czuję jak starsza pani bez balkonika. Nijak nie umiem utrzymać równowagi. A może to tylko przyzwyczajenie?

Wracając do zasady opisanej na początku, to ja właśnie za pół godziny powinnam wychodzić, moje dziecko, to mniejsze rzecz jasna, to większe jest anielsko grzeczne w przedszkolu (dziwne), więc mniejsze dziecko moje powinno właśnie budzić się z drzemki, ja powinnam kończyć kawę, którą zrobiłam koło 9:30, powinnam kończyć zupę, którą wczoraj z okazji święta mojego w pocie czoła gotowałam, powinnam dać temu dziecku też zupę i za te pół godziny wyjść. I co?

Gówno. Znaczy dziecko jeszcze nie zasnęło. Zaśnie za 10 minut, jak tylko podniosę, szlag trafi moje „wyjdę o wpół do”, szlag trafi mój wiosenny nastrój i w ogóle życie jest do dupy. 

Miała być wiosna, kurtki zimowe chowałam, ciepłe czapy chowałam, a tu zima i śnieg. No może nie dziś, ale ciągnie się za mną ta paskudna aura i ciągnie. 

Na pocieszenie oglądam „Przyjaciół”. Na pocieszenie zeżarłam pół słoika Nutelli. Wódki powinnam się napić. 

W dodatku za kilka dni urodziny tej, co w przedszkolu aktualnie leży na swoim materacu w kwiatki i udaje, że oczy nie słuchają. Chce trzy torty. Jeden z Elsą, Anną i Olafem, drugi z Minionkiem, trzeci… ze Spidermanem. Co, trzy mam kupić? I tak nie zje nawet kawałka. Zażyczyła sobie, uwaga EPULDŻAK, PINKIPAJ, LAMBOŁDAŚ. Kto ma dzieci, ten wie. Zażyczyła sobie zapraszać po jednej koleżance dziennie na urodziny, bo powiedziałam jej, że w domu never ever, nie ma miejsca i w ogóle głupi pomysł. Powiedziała, że rodzice i tak muszę stać. 

Na dworze czuć psie kupy. Ptaki wracają do kraju. Wiosno, ach to Ty! 

1 komentarz

  1. ~Ania · 9 marca 2017 Odpowiedz

    Szczera prawda :D

Zostaw odpowiedź