Wiosenne porządki.

Wiosenne porządki.

Zupełnie nie rozumiem dlaczego rodzice z wyboru chcą pozostawić swoje dziecko na pastwę jedynakowania. Przecież taki młodszy brat, dajmy na to, jest najlepszym rozwiązaniem dla sfrustrowanej matki, szczególnie w niedzielę rano. I szczególnie po zmianie czasu. Ja tam mogę pominąć fakt, że to młodsze zdarło ze mnie kołdrę i dwoma słowami oświadczyło, że to już.

- Teta!

Oznacza to między innymi Peppę i moja w tym rola, by to odgadnąć. Nakryłam się kołdrą, bo była dopiero nowa ósma, a ja wczoraj piłam piwo i zamierzałam się wyspać. Ale po którymśtam tetowaniu mówię, okeeej, dawaj tego pilota. Bo on z pilotem przylazł. Fakt, nie tym co trzeba, ale co go to interesuje. Król wymaga. Więc mu ciągnę rękę w stronę tego pilota.

- Nieeeeee!

I to jest słowo, którego moje dziecko się nauczyło i ciągnie jak stary katolik na mszy pieśni, śpiewa nawet jak coś chce, ukochał sobie i koniec.

Włączyłam Peppę. Ale nie o tym chciałam, bo to to nie pomaga w tworzeniu rodzeństwa dla swoich jedynaków.

- Synu, obudź swoją siostrę.

I to jest właśnie to. Wszystko, co pomoże przeszkadzać, należy do rodzeństwa. Tu dwa razy nie powtarzam, nawet nie śpiewa. A ja znów nakryłam się kołdrą.

Dzień dobry niedzielo!

A wczoraj była sobota i sprzątałam. Cieszą mnie takie wiosenne porządki, bo znajduję zaginione rzeczy. Wczoraj, na przykład znalazłam głęboko i bardzo porządnie schowane końcówki do mojego parowego mopa, którego od dawna nie mogłam używać, włąśnie przez ich brak. Teraz będę mogła. Jeśli oczywiście znajdę mopa, którego schowałam dokładnie, tak żeby nie zgubić, bo na co mi mop bez końcówek?

Zostaw odpowiedź