Prima Aprilis…

Prima Aprilis…

Taki to dziwny dzień. W wiadomościach same kretyństwa, niby dzień jak co dzień, jednak te kretyństwa następnego dnia odwołują, w innym przypadku true story. Z okazji TEGO dnia ojciec dzieci, mądrala, zadzwonił do mnie rano, powiedział bardzo poważnie, że słuchaj, że jestem w szpitalu, głupia sprawa taka, nogę złamałem. I ciągnął dalej, wiesz, pić mi się chce, przywieź mi proszę wodę. No kurwa. Spytałam jaką, z gazem czy bez. Obraził się, że pobite gary i się rozłączył. 

Następnie zadzwoniła do mnie moja rodzona matka, że na cmentarz jedzie, to ja jej że jedź jedź, jeszcze życzenia złożyłam, bo dziś Grażki. Więc Grażki dziś piją. Po godzinie Grażka powiedziała, że dalej jedzie, bo z kolei jej siostra rodzona, co to miała jechać z nią, jeszcze nawet spodni na dupę nie założyła, coś o praniu wspomniała, wolałam nie pytać, bo brzmiało to mniej więcej tak, że one to dopiero piorą koszulki na wyjście. To było o jedenastej. W południe zadzwoniłam z pytaniem, czy może chcą obiad w słoik, bo miałyśmy się spotkać na rodzinnym obiedzie u mojej babci. Rodzonej. Nie wiedziałam czy zdążą do kolacji. O trzynastej ciocia zadzwoniła, że wiesz no, nie że to dowcip, serio tak mówię no, wypadek mieliśmy. Jak to jak, normalnie, autobusem żeśmy jechały i sobie wyobraź, jak ten nagle nie zachamował, babcia jakaś poleciała do przodu, my w górę, dziadzio jakiś ledwo co. Z cmentarza dotarły o trzeciej. 

Przed wyjściem dzieci zamknęły się w pokoju. Same i na amen. Ja już po straż dzwoniłam, na szczęście udało nam się wyrwać klamkę… Ale drzwi się wtedy otworzyły. 

Dojechaliśmy do domu. Puszczamy muzę na maksa. Ździeliłam laczkiem pierwszego w tym roku szerszenia. 

Wrócił ojciec. Po swoim żarciku schodził po schodach i… wypierdolił się jak długi. Stopa w trakcie upadku żyła jakby własnym życiem. Ma za swoje. 

Witajcie w kwietniu! 

P.S. Ojciec płacze, że ma gorączkę. Obawiam się, że w nocy będzie miał zwidy. 

P.P.S. Ojciec już majaczy. Chodzi za mną i mówi, że mnie kocha i co on biedny by beze mnie zrobił. Ja tam nie wiem co by zrobił, za to wiem czego by NIE zrobił. Otóż, nie zrobiłby prania, obiadu, śniadania i kolacji, nie dałby rady z zakupami, nie wie gdzie jest odkurzacz, chyba by nie umiał trafić do przedszkola, a jeśli już by mu się udało to na pewno nie znalazłby grupy. Także tego.

TO NIE JEST PRIMA APRILIS…

Zostaw odpowiedź