Dolina rozpaczy.

Dolina rozpaczy.

Puściłam wczoraj toto lotka, bo kumulacja, graj mówili, uda Ci się mówili, dasz radę, też mówili. No to wyszłam i miła pani sprzedała kupony. Tak, kupony, bo ostatnio w naszym mieście ktoś ustrzelił ekstra pensję, niby nie piętnaście baniek, ale jednak. Zawsze to coś. No i ta pani na koniec mi krzyczała, że życzy wygranej, ja podziękowałam, bo ostatnio powiedziałam jej, że nie zapeszam, nie będę dziękować i nie dziękowałam, a i tak nie wygrałam nic. Null. To wczoraj ją prawie wycałowałam, rękę już wyciągałam, ściskać chciałam, ale zrobiła się kolejka, więc odpuściłam. Wieczorem obejrzałam domy, ustaliłam wielkość ogrodu, tak, tak, ogrodu, przecież za tyle forsy to ten mój pałac nie będzie stał na jakimś przyblokowym trawniku. Podliczyłam wszystkie raty, kredyty, sprawdziłam ceny aut, OC, AC, oraz koszt ciężarówki czekolad, w różnych smakach. Poszłam spać, pomyślałam sobie, że radować to się mogę rano, bo jak wygram o tej 21:40 to ni chuja, nie zasnę. Wstałam rano, przeciągnęłam się i już wiedziałam, że to nie jest mój dzień. Mamy prawie wakacje, termometr mi bezczelnie krzyczał -2 za oknem, kurtki pochowane, musiałam je znaleźć i wyciągać, bo jakiś nawrót zimy nastąpił. 

Wróciłam z przedszkola do domu, usiadłam. Po chwili wstałam i poszłam do kuchni ale szybko wróciłam. Zrobiłam z zamkniętymi oczami herbatę, usiadłam i piszę co następuje.

Wpierdzielam naprzemiennie wafelki czekoladowe, może kakaowe, dla mnie to jest bez różnicy, bo czuję żal i smutek. Ocean wszechogarniającej pustki, muszę to czymś zapełnić. Kontynuując to ja te wafelki na przemian z mleczkiem czekoladowym w tubce ciągnę, a do tego chipsy o smaku orientalnej salsy. Mam jeszcze colę, bo ja bardzo lubię colę, ale tylko pełną gazu, bo już taka wyotwierana jest kompletnie bez smaku. Więc mam też colę, żeby zapić, mam ciepłą herbatę, kupę ciastków czy wafelków, kilo smutku i żalu. 

Przez ten żal właśnie powiedziałam sobie, o nie, jebnij dziś wszystkim, siedź i czekaj na kolejny odcinek „Przyjaciół”, pijże te herbaty i inne, żryj te wafelki, nie rób nic. No i to przecież moje motto na dziś będzie. NIE RÓB NIC. Nic. Dziecku włączyłam niezawodną Peppę, chociaż nie mam pojęcia co w niej jest takiego niesamowitego. 

Z tego żalu właśnie wyszorowałam kuchnię, zrobiłam pranie, wstawiłam kolejne, pozamiatałam i za chwilę będę szorować podłogi. Chyba, że żal mi nie pozwoli.

Bo ja nie wygrałam ani miliona, ani nawet dyszki. Nie trafiłam nic! Dlaczego ja? Wszyscy coś wygrywają a ja nawet paczki chipsów z chipsów, nawet Big Milka, nigdy nic!

 

 

Zostaw odpowiedź